News

Drugi finał Żeglarskiej Ligi Mistrzów!

niedziela 26.05.2013 10:54
Przez cztery dni eliminacji ścigaliśmy się w dwunastu wyścigach, po których z czwartą pozycją wszedłem do finału. W Wyścigu Finałowym dla pierwszych sześciu zawodników, preferowana była lewa strona trasy. Zawalczyłem więc o to, by wystartować jako pierwszy z lewej. Zaatakowałem lidera regat Pietera Jana Postmę i wskoczyłem mu na zawietrzną. Miałem więc perfekcyjną pozycję do walki. Niestety za lekko wpiąłem szoty w knagę, które kilkanaście sekund po starcie wypięły się, a ja z pełnego balastu wpadłem do wody. (Ten moment widać na fotografii przy newsie) Mimo że pozbierałem się bardzo szybko, straciłem tyle, że nie miałem szansy nawiązać bezpośredniej walki z rywalami. Wyścig trwał krótko i mimo, że odrabiałem straty, finiszowałem na szóstym miejscu i tak też zakończyłem całe regaty. To trzecie międzynarodowe zawody w tym sezonie i trzeci wywalczony finał. Mam powody do zadowolenia, bo tym razem silne wiatry wybitnie mnie nie faworyzowały!



To tyle w kwestii wyniku, dalsza część to morskie opowieści „dla chętnych” o małym Armagedonie, jaki mieliśmy drugiego dnia rywalizacji.



A momentami było groźnie. Wiało niemal sztormowo, co w połączeniu z krótką, stromą falą czyniło z żeglowania z wiatrem niemałe wyzwanie. Akwen Medemblik jest bardzo płytki i kilku zawodników, po wywrotkach połamało maszty. Miałem tego dnia sporo przygód. Po wyjściu z portu zauważyłem, że outhaul (linka regulująca naciąg żagla po bomie) spadła z bloczka i zaklinowała się przy jego ośce. W takich warunkach nie da się jej wyciągnąć bez zdjęcia żagla. Fale robiły z łódką co chciały i akcja ściągania żagla w połowie została przerwana wywrotką. Nogi miałem zaplątane w linki, a łódka coraz bardziej mnie przykrywała. Perspektywa lekkich niedoborów powietrza, które mnie za chwilę czekały nie była zbyt krzepiąca. Dwa spokojne oddechy, póki jeszcze widać, jak jestem zaplątany, kilka ruchów i mogłem wypływać spod łódki… łatwiej powiedzieć niż zrobić. Po postawieniu Finna wyszarpałem (chyba cudem) zblokowaną linkę i włożyłem na miejsce. Okazało się że popękało łożysko bloczka i wieczorem musiałem wymienić bom, ale póki nie ruszałem tej regulacji, dało się pływać. Postawienie żagla też nie było łatwe. Łódka, która normalnie przecież wydaje się całkiem spora i ciężka, była rzucana falami na boki jak ulęgałka. Wichura miała za nic moje słowa dezaprobaty i jakoś nie bardzo przycichła. Trener wziął mnie na hol, aby utrzymać dziób w kierunku wiatru. Ale żeby ustabilizować łódkę, musiał dość szybko płynąć. Tak więc w okolicznościach konkursu rodeo, tylko bez strzemion i wodzy, jakoś wciągnąłem żagiel na maszt. Całe zdarzenie trochę trwało i w tym momencie do startu zostało siedem minut. A byliśmy jeszcze dobrze ponad kilometr od trasy, na szczęście z wiatrem. Udało mi się nawet zdążyć, kończąc tę część podróży z gestem. Otóż przed samym statkiem komisji zaczęło mnie przechylać na nawietrzną. Maszt był niemal w poziomie, bom celował w niebo, płetwa sterowa nawet nie chwytała wody. Nie wiem w jaki sposób, ale jedną nogę miałem już w tamtej chwili pod pasem balastowym, a drugą (od strony dziobu) już za burtą, ryjącą w wodę. Tę nogę podwinęło mi w tył i głową uderzyłem w pokład. Krwiaka pod okiem mam minimalnego, chyba tylko dlatego, że było tak zimno, że nie miał szans się rozwinąć. Udało mi się przy okazji nie wywrócić, za co na brzegu dostałem gratulacje od konkurenta z Wielkiej Brytanii, który akurat widział to z bliska. Akrobatyka to jednak nie moja specjalność, więc skupiłem się na wyścigu. O ile kursy na wiatr były w miarę bezpieczne, o tyle z wiatrem przeżywaliśmy ciężkie chwile. Natura potraktowała wszystkich zawodników jednakowo, bez względu na starz i dotychczasowe osiągnięcia. Wywracał się każdy i to nie raz. Samo odpadanie było niemałym wyzwaniem. Niestety złamało się w stawce kilka masztów i proszę mi wierzyć, taki widok jest bolesny. W takich warunkach walczy się w większej mierze z żywiołem i samym sobą, niż przeciwnikami. Podsumowując, powiało, poobijało, połamało i wywiało do domu.



Pozdrawiam



Piotr Kula POL 17
dodany przez: mleszko
2013-06-22 15:45:30
Hehe. Fajnie ze w takich warunkach dajesz rade i masz wyniki. Nie jeden regatowiec bal by sie tego wiatru i predkosci lodki.
sztorm-regatta
dodany przez: Tomek POL19
2013-06-11 19:54:19
Piotruś, Każdy wie, ze w silnowiatrowych warunkach radzisz sobie doskonale. Twoje wyniki sa coraz lepsze i pniesz sie w góre. Gratulacje i oby tak dalej. Natomiast puszczanie wyscigu w sztormowych warunkach, gdzie najlepsi zeglarze Finnclass łamią maszty i zaliczają po kilka wywrotek na pełnym jest skrajna głupotą organizatorów. Ściganie zastąpiono walką o przeżycie. Może komuś sie to podoba... ale jaki jest tego sens poza nieuniknionymi stratami materialnymi i (oby nie) wypadkami na wodzie? Pozdro. Tomek
Żywioł, Ty i Przeciwnicy
dodany przez: Esculap
2013-05-27 02:19:57
Piotrze! Przyzwyczaiłeś już nas, że emocji literackich dostarczasz nam nie mniejszych, niż żeglarskich. Wielkie dzięki za te uczty żeglarskie i literackie. Łapię się na tym, że z nie mniejszym napięciem niż na transmisje internetowe z regat czekam na Twoje relacje z nich. Tym razem pobiłeś jednak kolejny swój rekord! 16 godzin po zakończeniu regat jest świeża relacja. No po prostu rewelacja! Jak Ty to robisz chłopie??? Pakowanie; rozliczenia w hotelu; ponad 1000 km do domu; a tu myk! i jest. NAWET MNIE zaskoczyłeś. Wracając do regat. Piszesz: "W takich warunkach walczy się w większej mierze z żywiołem i samym sobą, niż przeciwnikami." Doskonale to rozumiem, i jeżeli pomimo tego trzecie regaty z rzędu jesteś w stawce medalowej,to to już nie jest przypadek. Po prostu udowodniasz wszystkim, że jesteś w światowym czubie. Twoi przeciwnicy, walcząc podobnie jak Ty z żywiołem i samymi sobą, z Tobą przegrywają. I Ci Wielcy potrafią Ci na brzegu pogratulować. Tylko "PĘTAKI" podejmują nieczyste gierki i na brzegu próbują ugrać to, czego nie potrafią na wodzie. Ale tymi się nie przejmuj. Po prostu rób swoje. "Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy". Na pewno kiedyś wymierzy sprawiedliwość. W najgorszym dla doczesności razie - na Sądzie Ostatecznym. Co do wyścigu medalowego w Medemblick. Oglądając relację na żywo w internecie - dzięki technice GPS - ścisła półkula mózgu analitycznie myślała: dlaczego spóźnił start o 3-4 sekundy? dlaczego zaraz po starcie odpadł a potem stanął? dlaczego chwilę później wybrał hals ropaczy? - bo tak to wszystko wyglądało w relacji z GPS. Zaś ta druga - humanistyczna półkula, mówiła: musiało się wydarzyć coś najzwyczajniej ludzkiego - pękła szekla, urwała się linka, przyszła nagła, indywidualnie niekorzystna odkrętka wiatru. Odpowiedź dałeś błyskawicznie w swojej relacji. WIELKIE DZIĘKI. Ta sytuacja tylko uzmysławia nam - regatowym szaraczkom, że w internetowych GPS-owych relacjach - gdzie oglądamy wirtulne cyfrowe łódeczki, za ich sterami nie siedzą cyborgi, ale normalni ludzie. I częściej niż myślimy, jak to pięknie ująłeś, "walczą w większej mierze z żywiołem i samym sobą, niż z przeciwnikiem". Piotrze! do zimnej walki o punkty w tabelach swoją postawą i relacjami dodajesz cudownego pierwiastka humanizmu. I to masz w swojej duszy. A w aspekcie czysto zawodniczym wytrwale trenuj, pracuj, myśl - tak jak to robisz do tej pory. Bądź cały czas sobą i nie poddawaj się. A sukcesy same przyjdą. Tego Ci z całego serca życzę. Trzymam bardzo mocno zaciśnięte kciuki za Twoje sukcesy na Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata. Serdzecznie pozdrawiam i gorąco ściskam. Esculap.
tytuł
dodany przez: autor
2013-05-27 01:16:16
Piotrze- skądś brzmi to znajomo, nie zazdroszczę , ale maszt zachowałeś w jednym kawałku, Ty lekko poobijany ale na 6-m miejscu , generalnie oceniam jest super ! A tak poza wszystkim to gratuluję Jacek POL 21

dodaj komentarz:

Do najbliższych regat pozostało:
cos

Newsletter

Sponsorzy

Miasto Biskupiec