News

Mistrzostwa Europy 2011

czwartek 14.07.2011 19:07
Dobiegły dziś końca tegoroczne Mistrzostwa Europy. Zająłem siedemnaste miejsce poprawiając swój ubiegłoroczny wynik o siedem pozycji. Regaty odbyły się u wybrzeży Helsinek a startowało w nich siedemdziesięciu jeden zawodników z dwudziestu czterech krajów. Pierwszego dnia zawodów, z powodu braku wiatru nie odbyły się zaplanowane dwa wyścigi, więc kolejnego dnia, w silnym wietrze ścigaliśmy się trzy razy, aby nadrobić zaległości. Finiszowałem bardzo dobrze i po tym dniu regat zajmowałem piętnastą pozycję. Było to jednak okupione ostrym bólem kolana, które tym razem bolało mnie najmocniej od powrotu na łódkę po zabiegu. Mimo iż następnego dnia mieliśmy nieco słabszy wiatr i liczyłem, że kolano odpocznie, ból towarzyszył mi już do końca. W wyścigach nie czułem go aż tak mocno, adrenalina i startowy stres wypierały go, ale na brzegu szybko wracał. W większości wyścigów żeglowałem równo w okolicach środka drugiej dziesiątki, jednak w piątym z kolei, startując przy statku komisji, znalazłem się po złej stronie halsówki, a stamtąd wskutek pogłębiającej się zmiany kierunku wiatru, nie było powrotu do czołówki wyścigu. Ciągle i równomiernie skręcający na moją niekorzyść wiatr ustawił mnie na końcu stawki i mimo prób odrobienia strat na drugim okrążeniu, musiałem się pogodzić z pięćdziesiątym miejscem. Było to dość zaskakujące, bo pogoda zdawała się być stabilna i nie zanosiło się na tak długą zmianę wiatru. Ten wyścig został odrzucony z moich wyników jako najgorszy rezultat. Od tej chwili musiałem mocno uważać, bo każdy punkt będzie liczył mi się do końcowych wyników. Ta sztuka dobrze mi wychodziła, bo udawało mi się utrzymywać na piętnastej pozycji. Do czasu... Przedostatni wyścig regat zacząłem nieźle i na górnej boi zameldowałem się z przodu stawki. Warunki były jednak nieprzewidywalne, duże zmiany wiatru mocno przestawiały kolejność we flocie. Starając się płynąć na wiatr wciąż w dobrej zmianie, przedostawałem się na lewą stronę halsówki. Warunki przypominały nieco jezioro, na którym odkrętki wiatru przychodzą co chwilę raz z jednej, raz z drugiej strony i z tą myślą, realizowałem swoją taktykę. Okazało się to złym pomysłem bo ostatecznie właśnie wtedy, wiatr zamiast oscylować, mocno skręcił i wielu zawodników, którzy zaryzykowali żeglugę „w stronę” czyli na skraj trasy, wyprzedziło mnie. Na mecie byłem zdołowany. Wiedziałem, że to oznacza spadek w regatach o kilka pozycji. Przygnębienie i smutek to jedyne co czułem. W tamtej chwili nie miałem już ochoty na dalszą rywalizację. Jednak trener, Pan Andrzej Piasecki zrobił wtedy wszystko, żeby odbudować we mnie wolę walki. Nie było to proste, a został do rozegrania jeszcze jeden wyścig. Długo rozmawiał ze mną i użył bardzo trafnych argumentów bo po pewnym czasie byłem gotowy do kolejnego startu. W krótkim czasie odbudował we mnie motywację. Zupełnie jakby ten jeden wyścig był pierwszym i jedynym w regatach. Wystartowałem świetnie i od początku żeglowałem  czystym wiatrem. Pierwszą boję ominąłem jako czwarty. Zaczęliśmy kurs z wiatrem, a komisja wywiesiła flagę O (to znak że siła wiatru przekracza dziesięć węzłów i dozwolony jest free pumping (czyli zagarnianie powietrza żaglem w podobny sposób jak wodę wiosłem). To ciężka, fizyczna praca. Tętno nie spada w tym czasie poniżej 180 nawet na chwilę. W kwietniu po jednym z takich wyścigów na Majorce, pewien zawodnik, widząc moją prędkość nazwał mnie królem free pompingu. Pomyślałem, że aby zasłużyć na takie miano nie wystarczy raz pokonać bardzo szybko kurs pełny,  więc płynąłem jak w transie. Przegoniłem dwóch rywali i na dolnej boi byłem drugi. Przewaga była jednak niewielka. Po rozgrywce na drugiej halsówce, ostatni pełny kurs regat rozpocząłem jako trzeci a grupa moich najbliższych rywali nacierała tuż za mną. Wśród nich dwóch medalistów tych mistrzostw. Zaczęła się walka nie z jednym zawodnikiem, ale z kilkoma. Taka płynąca razem grupa  zaraz za plecami potrafi przykryć wiatr  i wyprzedzić pojedynczą łódkę. Walczyłem ostro i jedynie jeden zawodnik dał radę mnie wyprzedzić, ale cała reszta została w tyle. Finiszowałem czwarty i jest to najlepsze zajęte tu przeze mnie miejsce.

Siedemnaste miejsce ogółem oceniam na niezłe, bo wyraźnie poprawiłem się względem ostatnich mistrzostw. Pokonałem kilku zawodników, którzy na początku tego sezonu pływali przede mną, między innymi reprezentanta gospodarzy i Wicemistrza Europy z 2009 roku. Apetyt miałem trochę większy a wyścigi kończone na dziesiątym, jedenastym miejscu pokazują, że lepszy rezultat był realny. Gdy zacznę unikać takich sytuacji jak w dwóch słabych wyścigach opisanych powyżej, będzie już na prawdę bardzo dobrze.
Teraz przede mną kilka dni odpoczynku a później wyjazd na zawody przedolimpijskie, ale o tym w następnym newsie.


Pozdrawiam Piotr Kula
brawo!
dodany przez: Monika K.
2011-07-15 16:34:24
Czwarte miejsce w wyscigu super!!! Dzielny jestes Piotrze. Nastepnym razem bedzie lepiej. Trzymam kciuki i pozdrawiam goraco!!!
Król pompowania
dodany przez: Mateusz L.
2011-07-15 13:39:58
Nie przejmuj się wypadkami w pojedynczych wyścigach. Ci którzy trafili w stronę, pojechali dobrze na jednym wyścigu, ale na drugim już to mogli stracić. Regaty zawsze wygrywają Ci co pływają równo. Trzymam kciuki za kolano i gratulacje 4 pozycji w wyścigu. Patrząc po zdjęciach to bardzo ciasno było.
tytuł
dodany przez: autor
2011-07-14 21:53:52
Gratulacje Baby !!!

dodaj komentarz:

Do najbliższych regat pozostało:
cos

Newsletter