News
Finał PPJK i PŚ w Weymouth
Już w dniu, w którym wróciłem z mistrzostw Europy, odebrałem niespodziewany telefon: Organizator Pucharu Polski Jachtów Kabinowych, znany szerzej jako Jaśnie Wielmożny Pan Jarosław Bazylko, w tejże rozmowie poinformował mnie, że dostałem dziką kartę na start w Finale PPJK na Zalewie Zegrzyńskim. W trzy godziny musiałem zdecydować, czy startuję. Miałem na głowie sporo obowiązków, ale udało się je jakoś skompresować. Zorganizowałem załogę i w piątek rano, z moim bratem Maciejem i Sebastianem Kalafarskim – jednym z najlepszych polskich Optimiściarzy, stanęliśmy na starcie regat. Zasady były proste: w czwartek i w piątek ściga się szesnaście załóg w grupach po osiem, a do niedzielnego finału przechodzą cztery najlepsze zespoły z każdej grupy, które walczą o zwycięstwo. Mało brakowało, a słaby wiatr i łódki klasy Puck, na których ścigaliśmy się w eliminacjach, zapamiętalibyśmy jako okoliczności porażki. Starty mieliśmy świetne, ale na trasie traciliśmy „setki kilometrów” do rywali. Przypłynęliśmy raz nawet ostatni. Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłem taki przybity. Na szczęście dla nas, mieliśmy też na koncie dwa zwycięstwa i przeszliśmy do finału z czwartego miejsca. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero na brzegu. W niedzielę osiem finałowych załóg ścigało się nie na Puckach a na Laserach Bahia - zdecydowanie zwrotniejszych i o mniejszym dryfie niż Pucki. Wiało dość mocno, więc można było rozegrać wszystkie z ośmiu zaplanowanych wyścigów. Sześć wygraliśmy, w jednym przypłynęliśmy drudzy więc w ostatnim nie musieliśmy już startować. Po którymś z kolei wygranym wyścigu, członkowie Komisji Regatowej, powiedzieli, że jesteśmy nudni. Mogliśmy tylko wzruszyć ramionami. Tym samym zdobyliśmy wielki srebrny puchar przechodni, na którym są plakietki z nazwiskami wcześniejszych triumfatorów. PPJK jest rozgrywany od czternastu lat a ów puchar nosi znamiona tego czasu. Podejrzewamy, że niejeden szlachetny trunek, niejeden znamienity żeglarz z niego pił.
Parę dni później wyjechałem na PŚ do Anglii. Nie bardzo mam o czym pisać, bo pływałem zdecydowanie poniżej swoich umiejętności i możliwości. Wymienianie powodów, dla których zająłem osiemnaste miejsce, gdy mogłem walczyć o pierwszą dziesiątkę nie należy do zbyt interesujących. Nie uważam tego wyniku za zły. Miałem podobne w tym sezonie. Tyle że apetyt rośnie, zwłaszcza gdy wiem, że mogę zajmować wyższe lokaty.
Wyjazd ten miał także na celu rozpoczęcie poznawania akwenu olimpijskiego, bo właśnie pod Weymouth rozegrane zostaną Igrzyska w żeglarstwie w 2012 roku. Tak jak zapowiadano, wiało dość mocno. Na pewno mocniej niż we wszystkich wcześniejszych regatach tego sezonu. Jednak kierunek wiatru, jak na tamtejsze warunki był nietypowy. Podobno najczęściej wieje tam od otwartego oceanu, a to powoduje wielkie fale. Tym razem wiatr przychodził znad wysokich klifów, był zmienny w sile i kierunku, a fale nie były zbyt duże. Tak więc zebraliśmy doświadczenie a obserwacje zapisaliśmy w kajetach. Teraz czeka nas chwila odpoczynku, a już w czwartek ruszają Mistrzostwa Polski klas olimpijskich w Łebie. Będą trwały do niedzieli a prognozy zapowiadają dość silny wiatr, który miejmy nadzieję, rozbuja duże fale. Trzymajcie kciuki!
Pozdrawiam serdecznie.
Piotr Kula